Dziecko w aucie - zimą

Zima jest piękna kiedy patrzymy na nią z domu lub jesteśmy na nartach. Inne sytuacje często nas frustrują. Odśnieżanie przed domem, zaspy zmniejszające (jeszcze bardziej) ilość parkingów, skrobanie szyb, gołoledź, korki (jeszcze większe) lub klasyczny paraliż komunikacyjny. Ale to wszystko i tak jest mało istotne, bo w tym roku mam zupełnie nowy i zaskakujący dylemat… Czy zimą przewozić w aucie dziecko w kurtce czy bez? Co z bezpieczeństwem? Jak to rozwiązać kiedy nie mam garażu? Kto by pomyślał, że to kiedyś będę się nad tym zastanawiała. Jeśli macie podobne dylematy – zapraszam do lektury.

2014-12-18 1 0
W kurtce czy bez?

 

Wyobraźmy sobie sytuację, że musimy skorzystać z auta w zimny i mroźny poranek. Cały samochód zaśnieżony i oblodzony, wewnątrz zimno, a my z małym dzieckiem. Scena jak z horroru, ale spokojnie, damy radę. Na początek dwa słowa o odśnieżaniu.
Pewnie słyszeliście, że nie można zostawiać auta z włączonym silnikiem na dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Dotyczy to również odśnieżania. Ale czy ktoś wyobraża sobie włożenie dziecka do zimnego samochodu i żmudne skrobanie szyb bez pomocy ogrzewania? Dlatego spokojnie. Nie musimy od razu przeklinać kodeksu ruchu drogowego, gdyż jego przepisy dotyczą dróg publicznych. Co za tym idzie, możemy spokojnie odśnieżać auto z pracującym silnikiem, na drogach spółdzielni mieszkaniowych, prywatnych, na terenie osób fizycznych czy nawet tych należących do hipermarketów. Tak więc ubrany w kurteczkę maluch siedzi w aucie, a my dokładnie (!) odśnieżamy samochód nie zapominając o dachu, lusterkach bocznych, światłach.

Jeśli mamy malutkie dziecko, które podróżuje jeszcze w nosidełku możemy skorzystać ze śpiworków do fotelików samochodowych. Takiego maluszka pakujemy jeszcze w domu do nosidełka, które ma założony śpiworek (pasy przeciągnięte są przez specjalne wycięcia). W samochodzie z łatwością możemy go rozpiąć i zapobiec przegrzaniu. W wypadku większych dzieci, które podróżują w foteliku zamontowanym na stałe możemy używać śpiworka innego typu, który również z łatwością rozepniemy gdy auto się nagrzeje lub po prostu kurtki.

źródło: ceneo.pl /źródło: gluck.pl

 

W nagrzanym samochodzie zawsze zdejmujemy czapkę. Kwestia rozbierania z kurtki jest już indywidualna choć są zalecenia.

Jak wiemy, materiał zewnętrzny kurtek jest dość śliski, a sama kurtka zdecydowanie grubsza niż ubranko. Powoduje to większy luz między pasami a ciałem dziecka oraz ryzyko wyślizgnięcia się w momencie zderzenia. Z tych powodów powinniśmy rozbierać dziecko z kurtek w trakcie podróży i jest to słuszne, nie można się kłócić. Jednak w życiu jest inaczej. Pokonujemy krótkie dystanse po mieście i rozbieranie/ubieranie wydaje się nam bezsensowne. Pamiętajmy, że w mieście dochodzi do wielu kolizji i naszym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom zawsze.
Mamy kilka możliwości:

- ubieranie dziecka w śpiworek przeznaczony do fotelików samochodowych

- częściowe rozbieranie dziecka: czapka, rękawiczki, szalik, rozpięcie kurtki pod szyją (zapobiega jedynie przegrzaniu, w sytuacji kolizji jest niebezpieczne)

- przenoszenie dziecka do samochodu już bez kurtki, owiniętego w gruby koc, który możemy rozchylić gdy auto jest nagrzane

- wkładanie dziecka do przynajmniej częściowo nagrzanego samochodu w polarze z kurtką nakładaną od przodu.

 

Pewnie każdy z nas przewoził dziecko w kurteczce. Bo na chwile, bo bez sensu, bo zanim auto się nagrzeje to trzeba wysiadać i ja to rozumiem, ale bądźmy świadomi zagrożeń.

W przypadku długiej podróży zdjęcie okrycia wierzchniego jest obowiązkowe, włącznie z ciężkimi zimowymi bucikami.

Zimą zawsze warto mieć pod ręką kocyk, który pozwoli utrzymać odpowiednią temperaturę ciała.

Uf, zdążyłam przed mrozami. Teraz mogą przyjść :-)

 

Chciałabym również życzyć wszystkim rodzinnych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Do zobaczenia w 2015 :-) 

comments powered by Disqus